Zombie: Anathema, Artrosis - Wrocław, Strefa radia Kolor - 2000.II.26

 

Wybierając się na ten koncert z racji moich upodobań muzycznych miałem nadzieję zobaczyć Artrosis i Tower. Niestety i tym razem Tower nie wystąpił (tak samo jak w Bolkowie). Jeśli wierzyć plotkom przyczyny mogą być dwie: honorarium za trasę lub rozpad grupy.

Zaraz po wejściu do klubu od razu narzuciło mi się pytanie "dlaczego koncert odbywa się w tak małym klubie?", choć równie dobrze brzmiałoby "dlaczego jest tak wiele ludzi?" ;-). Nie wiem ile było osób ale ilość chyba przekroczyła oczekiwania organizatorów przez co czuło się pewien brak komfortu.
Punktualnie o 16:00 na scenę wyszedł Artrosis. Rozpoczęli pierwszym numerem z najnowszej płyty. Syntetyczna perkusja "Nieprawdziwej historii" oczywiście podzieliła publikę na dwie grupy chociaż wydaję się że Artrosis już przyzwyczaił swoich fanów do tego brzmienia ale dla przypadkowych słuchaczy była to całkiem niezła próba tolerancji. Niestety polska scena muzyczna w przeciwieństwie do np. niemieckiej nie jest tak zróżnicowana a już na pewno nie ma zbyt wiele kapel grających z automatem. Wpływy gotyckiej sceny niemieckiej nie kończą się jednak na muzyce. Image Medeah przypomina bardziej formacje zza zachodniej granicy gdzie czarny "lack" jest niemalże obowiązkowym elementem scenicznym. Potem było "Na wieki wieków", "Do zła", "Taniec" i tym momencie publika postanowiła ostrzej zaatakować. Kilka zdartych gardeł i gromkie oklaski. Potem "Morfeusz" -chyba najostrzejszy numer z nowej płyty choć bardzo elektroniczny rytmiką bardziej spokrewniony z Ramsteinem lub Samaelem. Nie zabrakło oczywiście "Ukrytego wymiaru", "Prośby", "Crazy", "Pośród" kwiatów i cieni" no i utworu nie do zdarcia czyli "Szmaragdowej nocy" gdzie tysiąc gardeł potwierdziło, że zna go na pamięć. Gromkie "Artrosis! Artrosis!" wywołało jeszcze upiory z tolkienowskiego Minas Morgul i "Nazgul" zakończył część bardziej "gothic".

Pół godziny potem rozpoczęła się część "classic" i pierwsze rzędy zmieniły (w większości) twarze. Anathema grała długo jak dla mnie bardzo długo. Choć kilka numerów mają całkiem dobrych to wolałbym zobaczyć w roli gwiazdy mniej "klasyczny" zespół np. Samael nie mówiąc o Rob Zombie. Nie mniej jednak widać od razu, że Anathema to w Polsce ścisła czołówka, a przemieszanie tych dwóch gatunków znakomicie wpływa na frekwencję.

Podsumowując - plusem było wystąpienie dwóch bardzo dobrych zespołów z podziałem na kręgi muzyczne. Minusem natomiast to, że akustyka klubu nie była najlepsza oraz nie wystąpił Tower. I jeszcze jedno - zawsze dziwiły mnie porównania Medeah do Orthodox, teraz dziwią mnie jeszcze bardziej ... To chyba dowód na to jak mała jest polska szeroko rozumiana scena gotycka.

 

Powrót