Wielebny Wampir: Anathema, Artrosis - Kraków 25.II.2000

 

Strugi deszczu lały się z nieba , gdy jechałem do Krakowa na koncert Artrosis i Anathemy. Co prawda w samym Krakowcu nie padało , ale zasnute ciężkimi chmurami niebo wprowadzało w odpowiedni nastrój do tego , co miało owego dnia nastąpić w klubie 38. Z uwagi na odwołanie występu zespołu Tower cały koncert przeniesiono z godziny piętnastej na osiemnastą. Niestety nie wszyscy o tym wiedzieli i już trzy godziny przed planowanym startem imprezy na miejscu była grupka fanów , która popijając wino czekała na otwarcie klubu.
Całość zaczęła się punktualnie(!).Rzecz jasna jako pierwsze wystąpiło Artrosis. O ile dobrze pamiętam , koncert otworzyła Nieprawdziwa Historia cz. 1. Następnie takie klasyki jak Czarno-Białe Sny Na Wieki Wieków Prośba Szmaragdowa Noc...i z nowej płyty Pośród Kwiatów i Cieni czy Morfeusz. Medeah zstępuje czasem z wyżyn sceny do wiernych fanów (gdyby nie barierki , to niektórzy padliby przed nią na twarz) i cały czas czaruje wszystkich głosem oprawionym perfekcyjna grą zespołu. Jeszcze tylko na bis Nazguls i koncert się kończy. Ponieważ publiczność chce więcej , Magda obiecuje że na pewno odbędzie się kolejny , normalny koncert w Krakowie i wtedy dopiero będzie impreza...
Ja osobiście (myślę że reszta publiczności również) czułem się świetnie rozgrzany przed gwiazdą wieczoru. Co prawda Artrosis zagrało tylko czterdzieści kilka minut , ale grało doskonale, a publiczność pokazała że Kroków umie dać czadu. No cóż ,czekam z niecierpliwością na chwilę gdy po raz kolejny będzie mi dane ulec niezwykłemu tchnieniu muzyki Sztuki Róż , muzyki , która otwiera głębię naszych nastrojów , marzeń i przeżyć. I niech następny koncert w prawie moim mieście nastąpi jak najprędzej.

 

Powrót