Mr. Death:  Artrosis na CatleParty - Bolków, Zamek - 2000.VII.29

 

Występ Artrosis wystawił na ciężką próbę wszystkich fanów Sztuki Róż - lało jak z cebra. Jednakże zaiste gotycka pogoda sprawiła, że koncert nabrał specyficznego klimatu i na pewno na długo zapadanie w pamięci wszystkim przemoczonym. Muszę powiedzieć, że przez chwilę wątpiłem czy nawet najwierniejsi fani wytrzymają ten kaprys pogody. Wytrzymali! A naprawdę było warto....
Koncert rozpoczęła "Prośba", delikatne brzmienie gitary i wejście Medeah ... całej w bieli!!! Tego jeszcze na Castle Party nie widziano. To była pierwsza z wielu niespodzianek przewidzianych przez zespół na swoje pięciolecie. Następny był "Taniec" z debiutanckiego krążka i gromkie "sto lat" odśpiewane z okazji jubileuszu. Chwilę później na scenie pojawił się Daniel - gitarzysta Aion - i "Ukryty wymiar" zabrzmiał naprawdę potężnie. Podziękowania dla Daniela i zmiana klimatu - "Pośród kwiatów i cieni". Kolejna perełka - "pierwszy księżyc" z drugiej płyty - to czas dla Medeah na to aby pojawić się po chwili na scenie w czarnej lateksowej sukience. Wszystko to po to aby eksplodować energią na "Morfeuszu". "Dwie drogi" to czas na kolejnego gościa - w tradycyjnej sutannie pojawił się Robi, legenda Castle Party jeszcze z czasów Grodźca. Tradycyjna modyfikacja tekstu oraz specyficzne tylko dla Robiego zachowanie na scenie na pewno było nie lada gratką dla kogoś kto zna oryginalną wersję. Następnie smutne "Na wieki wieków" i nieśmiertelny Tolkienowski "Nazguls" ze specjalną dedykacją dla Bractwa Rycerskiego. Chwila przerwy i zapowiedź - "Szmaragdowa noc". Oczywiście ten flagowy utwór od pierwszej płyty jest obowiązkowym numerem granym na koncertach jednak takim wykonaniu nie słyszy się go codziennie. Akustyczna wersja zaśpiewana przez Medeah wraz z "chórkiem" złożonym z setek gardeł - to przepiękna nagroda dla zespołu za pięć lat pracy. Potem "Omamiony" - zagrany na koncercie chyba po raz pierwszy tylko dlatego, że jest to ulubiony utwór Anji Orthodox która również miała się pojawić tego wieczoru. Niestety ten duet można było zobaczyć dopiero następnego dnia. Na zakończenie "My" w dwóch wersjach - akustycznej oraz oryginalnej. Oczywiście publika nie pozwoliła na tak szybkie odejście. "Artrosis, Artrosis ... Artrosis" i na bis orientalny "Crazy". Ponownie "sto lat, sto lat", na drugi bis "Hipnoza" i pięć lat Artrosis można uznać za udane.
Przepiękny koncert, wg mnie zdecydowanie najlepszy w całej historii zespołu. Mam nadzieję, że dożyję dziesięciolecia ... 

 

Powrót