Dawn de Ath: Koncert w Trójce

 

Artrosis to zespół szczególny, który pomimo braku skandali od lat wywołuje kontrowersje. Znienawidzony przez jednych, przez drugich uwielbiany. Nikt jednak nie zaprzeczy, że jest to fenomen polskiej sceny niezależnej i od dawna żaden zespół nie cieszył się taką popularnością. Mam nadzieję, że podziały i wojny nie zniszczą naszej i tak słabej sceny, natomiast więcej będzie przejawów tolerancji i szacunku. Pomocną dłoń pokazała np. Anja Orthodox (Closterkeller), wypowiadając się w mediach bardzo ciepło nt. Artrosis, a momentem kulminacyjnym był jej występ wraz z Medeah na jednej scenie. Ale po kolei. Po raz pierwszy Artrosis pojawił się na Castle Party'96, małej imprezie, na którą zjeżdżała co roku garstka miłośników muzyki gotyckiej. Okazało się, że zespół na tyle skutecznie zadomowił się na dziedzińcu zamku w Grodźcu, iż wraz z całą świtą był świadkiem przeniesienia się na kolejny zamek. W miarę jak z roku na rok publiczność przybywała do Bolkowa coraz liczniej, status Artrosis urósł do rangi gwiazdy festiwalu. Praktycznie już po pierwszej płycie okazało się, że zespół posiada ogromny potencjał. Doskonałe recenzje w fachowej prasie oraz popularność grupy sprawiła, że wiele nowych grup potraktowało "Ukryty wymiar" jako wzorcowy album gothic-metal. Sam zespół na kolejnych płytach raczej odchodził od tego schematu, ewoluując w stronę bardziej syntetycznego grania. Po trzech płytach studyjnych ukazał się album koncertowy, który zamyka pewien rozdział w historii Artrosis. Znalazły się tam chyba wszystkie najważniejsze utwory z sześcioletniej działalności, choć niektóre zagrane trochę inaczej, czasami nawet akustycznie (My, Szmaragdowa noc). Dzięki temu, że album jest przekrojem twórczości zespołu album zawiera zróżnicowany materiał i nie może się nudzić. Jest piękny w swej prostocie "Taniec", czadowy "My" oraz klimatyczny "Nie ma nic". Całość w perfekcyjnym wykonaniu, choć trochę brakuje spontaniczności, którą można zaobserwować na mniejszych koncertach – cóż, pewnie trema. Poza tym, byłoby miło usłyszeć wszystkie utwory, połączone tak jak na płytach studyjnych. Podsumowując - album należy do obowiązkowych dla wszystkich fanów ze względu na wybór materiału, specjalne wersje utworów oraz załączony teledysk do Morfeusza. Z tego samego powodu powinien się również spodobać przypadkowym słuchaczom, którzy chcą przesłuchać dorobek zespołu w 64’47’’.

 

Powrót