Margareth: W imię nocy

 

Nie należę do osób, które łatwo uzewnętrzniają swoje emocje. Życie nauczyło mnie chłodnego opanowania i wnikliwej analizy przed ujawnieniem najbardziej osobistych uczuć. Czasem jednak zdarza się coś niespodziewanego, nieplanowanego, co całkowicie zmienia wizerunek na pozór twardego człowieka. To coś wnika w najgłębszą głębię duszy i obdziera z najintymniejszej intymności. Sprawia, że serce bije szybciej niż powinno, a emocje wymykają się jakiejkolwiek kontroli. To coś przypomina miłość, która pojawia się nagle, by trwać, rozwijać się i płonąć na wieki . Tym czymś stała się dla mnie druga płyta Artrosis .

Nie ma słów, które byłyby w stanie opisać to, co czuję, gdy wtapiam się w głąb tych dźwięków, by czcić piękno Mroku . Mogłabym oddać swoje życie, byle tylko móc przez chwilę, raz jeszcze wznieść ręce ku Nocy, wyznać jej moją prośbę, opowiedzieć o szaleństwie jakie mnie ogarnia, gdy nie ma nic ... By móc kolejny raz w hipnozie wznieść się w górę i już na wieki wieków pozostać w ukrytym wymiarze... Artrosis stworzył płytę, która pozwala wniknąć w głąb własnych uczuć i marzeń. Ta muzyka zniewala, upaja, przenosi na nieograniczone przestrzenie mrocznego piękna, staje się studnią bez dna , w której dostrzegamy swoje sny i pragnienia. I trudno jednoznacznie powiedzieć dlaczego tak się dzieje, gdzie tkwi urok i magia. Może w niesamowitych, pełnych ekspresji wokalach Magdy ? Może w zastanawiającej liryce doskonale odzwierciedlającej wrażliwość i głębię gotyku ? Może w ciężarze, na którym malowane są urzekające, pełne nieokreślonej tęsknoty i melancholii melodie? A może wszystkie te elementy stanowią jedną całość osnutą mgiełką tajemniczości, złożoną z tysiąca magicznych zaklęć? Tak, to właśnie to. Muzyka Artrosis to wycinki marzeń, które spajają się w jeden, najpiękniejszy sen. Dlatego tak trudno zapanować nad emocjami, trudno zachować obojętność, spokój, dystans ... Pamiętam TE ciarki, gdy pierwszy raz w ciemną noc wsłuchiwałam się w “Ukryty Wymiar”. Pamiętam niepokój, dreszczyk i lekkie przerażenie, gdy utwór ten przeszedł w demoniczne “Na wieki Wieków”. Pamiętam łzy, które popłynęły, gdy piękno dosięgło apogeum w “Prośbie”... Pamiętam osamotnienie, desperację i ból “Nie Ma Nic". Pamiętam solidny metalowy czad i dynamizm “Crazy”, ciężar i moc “Do Zła”. Pamiętam senny, trochę monotonny nastrój “Hipnozy i wyśniony pocałunek, który porwał mnie “W Górę” wraz z panią mego serca –Nocą ... To wszystko działo się naprawdę, lecz w innym świecie , w innym wymiarze. Tam, gdzie promienie zachodzącego słońca pieszczą ziemię zdradzoną przez upadłe anielskie dusze. Ziemię zranioną przez światło dnia ...

Artrosis nagrał niesamowitą album –piękny dogłębny , z rozmachem. Ostatnio jakby coraz rzadziej spotykam płytę, która działa na mnie w TEN sposób –obdziera z intymności, ujawnia wszystkie uczucia i myśli, nie pozwala trzymać emocji na dystans ... Ta muzyka jest jak róża –zachwyca, a jednocześnie rani swym pięknem. Gdy już raz wedrze się do serca na zawsze pozostawia w nim swój ślad, a słuchacza zamienia w niewolnika pragnącego więcej takich chwil. Zamienia w niepoprawnego romantyka zakochanego do bólu w jej pięknie, wzniosłości, czułości, ciemności ... Przypomina miłość –wielką i niezniszczalną ... “Czuję ją! Zostawia ślad w glinie, która moim ciałem –Choć twarda jest krucha jak szkło Czuję ją! Zabiera tchnienie, odcina tlen ...”

 

Powrót